Związek na odległość – jak sobie poradzić, kiedy nie ma fizycznej bliskości?

Dobrze wiemy, że czasem związki nie układają nam się tak, jakbyśmy tego chcieli, nawet kiedy jesteśmy obok siebie czy mieszkamy razem. Zatem nasuwa się pytanie: Czy jest możliwe, żeby związek na odległość przetrwał? Owszem jest, taki związek wymaga od nas jeszcze większego zaangażowania. Nakładu obustronnej pracy, a przede wszystkim musi to być świadoma decyzja.

 

Jak pielęgnować związek na odległość?

Tu główną rolę odgrywa zaufanie do naszego partnera, bez tego ani rusz.
Ameryki przed Wami nie odkryję, bo przede wszystkim jest to rozmowa, głównie na niej opiera się relacja rozdzielona kilometrami. Zaraz po nas samych to konwersacja jest tym, co pielęgnuje żarzący się płomień i utrzymuje go, by nie zgasł.
Ważne też jest, aby w miarę możliwości odwiedzać naszą drugą połówkę.

Chwile zwątpienia miewa każdy z nas. Nawiedzają nas smutne myśli, tęsknota brak poczucia bliskości i obecności naszej drugiej połówki. Co wtedy robić? Nie możemy pozwolić, aby te myśli i uczucia zawładnęły naszym umysłem. Jak ja sobie z tym radzę? Przywołuję piękne wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, oglądam nasze zdjęcia, czytam stare SMS-y/wiadomości, ale przede wszystkim dzwonię do mojego myszona i rozmawiam, ile się da. W dobie postępu technologicznego w dzisiejszych czasach rozmowa video nie jest już przywilejem a standardem dobrze, że mamy takie programy jak Skype itp. gdzie rozmowa jest za darmo. Pozwala mi to unikać ograniczeń szczególnie finansowych i swobodnie rozmawiać ile chcę i kiedy chcę.
Kolejnym aspektem jest uczucie zazdrości, które nie raz się wkrada w nasze umysły, ale przecież zazdrość zdarza się w każdych związkach, nie ma to znaczenia czy jest on na odległość, czy nie. Tu najważniejszą rolę odgrywa zaufanie do partnera, o którym już wcześniej wspominałam. Chociaż jak to mawiają:

„Nie ma miłości bez zazdrości”

 

I owszem to stwierdzenie ma sens, kiedy mówimy o tzw. zdrowej zazdrości, która nie jest przejawem obsesji i kontrolowania partnera.

Mimo wszystko związek na odległość jest ogromnym wyzwaniem i nie każdy jest w stanie udźwignąć jego ciężar, choć ponoć powiadają, że „Prawdziwa miłość wszystko zwycięży”.
Mnie i myszona dzieli ponad 3,5 tysiące kilometrów (jakby nie patrzeć to tylko 3 h samolotem), mimo to nadal czuje się szczęśliwa i wdzięczna za to, co mam. Nadal czuję się kochana i wiem, że to uczucie nie zgaśnie.
Pewnie zapytacie a co z kłótniami i sprzeczkami? Nic nadzwyczajnego, przecież nie istnieje związek bez kłótni.
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zawsze jest idealnie. Odległość robi swoje, czasem mamy gorszy dzień i ponoszą nas emocje, dochodzi do drobnej wymiany zdań bądź cichych minut. Celowo użyłam tu słowa minut, bo zawsze każde z nas mniej czy bardziej dąży do kompromisu i pojednania, dla nas każda minuta wspólnej rozmowy jest na wagę złota więc po co marnować ją na nieporozumienia.

Tęsknota

Silne uczucie, które dryluje dziurę w sercu, a mimo to jest przejawem miłości.
Czego najbardziej nam brakuje? Na pewno rozmowy w cztery oczy, bliskości fizycznej i przebywania ze sobą po prostu brakuje tej drugiej ukochanej osoby. Specjalnie dla Was poprosiłam mojego myszona, aby odpowiedział Wam, jak to wygląda z męskiego punktu widzenia? O to, co powiedział:

” Najbardziej to brakuje mi bliskości, radości a jeśli już pojawią się jakieś drobne rzeczy, które mnie cieszą to nie mam z kim dzielić tej radości i przykro jest wracać do pustego domu po pracy”

 

Nie będę wam niczego narzucać ani kierować waszym światopoglądem, to kochani czy wierzycie w prawdziwą miłość, czy też nie to wasza osobista sprawa. Wiem tylko jedno, jeśli dwie osoby bardzo pragną szczęścia i przetrwania związku, to wszystko jest możliwe.

Kończąc, uprzedzę możliwe pytania, niektórych z Was:
Jesteśmy z myszonem prawie 3  lata ze sobą, z czego ponad rok w związku na odległość.
Nie mamy po 14 lat a 10 i 11 więcej, jesteśmy już na tym etapie poważnego traktowania związku, że to coś więcej niż motylki w brzuchu, buziaczki i trzymanie się za rączkę.


Zachęcam was gorąco do dzielenia się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami, wypowiedzi mile widziane.

  • Pingback: Subiektywnie o emigracji – Pauline pisze()

  • Tkwiłam w związku na odległość prawie 7 lat. Upadło szybko i szalenie jak się zaczęło. On wracał co dwa tygodnie na weekend do domu. Nie mogłam. No nie potrafiłam tak żyć w dwóch światach gdzie dzieli nas tak wiele i nie ma podstaw i czasu i sił na budowanie czegokolwiek.

    • pauline

      Mój nie wraca co dwa tygodnie, ostatni raz widzieliśmy się na początku stycznia.
      Wiadomo związek na odległość, nie każdy jest w stanie udźwignąć. Chociaż 7 lat to bardzo długo .

  • MaRySia

    Trzeba miec duzo cierpliwosci… jeszcze wiecej wytrwalosci a najwiecej milosci by taki zwiazek przetrwal. Wasze uczucie jest szczere i prawdziwe no i podchodzicie do Waszego zwiazku powaznie wiec oczywiste ze Wam sie uklada. 🙂 Nie jedne pary moga Wam pozazdroscic. Trzymajcie sie cieplo. POZDRAWIAM.

    • pauline

      Dziękuje MaRysia 🙂 wytrwałość i cierpliwość ale też chęć budowania tego wspólnie 🙂 Nie zawsze jest łatwo ale to przecież nie znaczy od razu, że trzeba się poddać. Pozdrawiam i pomyślności również dla Ciebie 🙂

  • Cóż nie wierzę w takie rzeczy. Dla mnie miłość to obecność. Chcę mieć możliwość przytulenia partnera kiedy chcę, a nie wtedy kiedy pozwoli na to odległość. I rozmowy i szczerość tu nie pomogą, bo to nadal będą dwa rożne oddalone od siebie światy.

  • taomama.pl

    Głowa do góry! Moich rodziców dzieliło 600 km. I to w czasach, kiedy telefony szumiały niemiłosiernie, o internecie nikt nie słyszał (na lekcjach uczono się, że na rynek amerykański wchodzą pierwsze „autokomputery” :P). Oczywiście miłość na odległość jest ciężka, a pewnie jeszcze cięższa jest decyzja o przeprowadzce, bo przecież w końcu to nastąpi. Ale warto!

  • Ja z moim obecnym mężem, żyliśmy w związku na odległość przez rok. Dzieliło nas ponad 2000 km. Ale w końcu przyleciał, na lotnisku poprosił mnie o rękę i postanowiłam wrócić do Polski. Na swoim przykładzie, uważam, że taka miłość ma przyszłość, jednak rozłąka nie może być zbyt długa. Siłą rzeczy, ludzie się oddalają jak się nie widzą i owszem są telefony, jest Internet, więc można rozmawiać do woli, ale to nie to samo co obecność drugiego człowieka. Potem może się okazać, że jednak tacy ludzie nie potrafią razem żyć.
    Ale ja wierzę, że wam się uda i życzę wam jak najlepiej.

    • pauline

      Prawda, że nic nie zastąpi nam bliskości drugiej osoby. My mieszkaliśmy razem przez rok więc co do aspektu wspólnego życia nie mam obaw 🙂 . Co do oddalenia się też jest to prawdą ale warto pamiętać, że ludzie nawet żyjąc razem potrafią się od siebie oddalić. Wnioskując z Twojej wypowiedzi można powiedzieć, że wróciłaś dla miłości? to piękne kiedy potrafimy poświęcić się dla drugiej osoby. Dziękuję za życzenia też głęboko wierzę , że nam się uda 😉 Cóż ja mogę życzyć ? może aby Wasze małżeństwo było jak najpiękniejsze, trwałe i szczęśliwe.

  • To widzę, że jesteś w podobnej sytuacji jak ja 🙂 Cóż, masz rację: da się, ale trzeba rozmawiać ze sobą jak najwięcej 🙂

    • pauline

      dokładnie tak, rozmowa to podstawa przy związku na odległość. 🙂 jakby nie patrzeć to jest chyba głównym źródłem utrzymania więzi z partnerem.

  • mądrze napisane 🙂
    ja na szczęście na odległość żyłam tylko pół roku…

    • pauline

      Każde doświadczenie nas czegoś uczy 🙂 nie ważne czy trwało krótko czy długo. Jak napisałaś „na szczęście” tylko pół roku, to prawda to jest szczęście 🙂 Choć ja mam tą świadomość, że niedługo się zobaczę z moim ktosiem ale wiadomo nic nie zastąpi bliskości ukochanej osoby.

  • Pięknie to opisałaś. Gratuluję i trzymam za Was kciuki. Mnie niestety się nie udało, choć dzieliło nas 200 km… Wydawało mi się, że codzienne długie rozmowy, wymiana esemesów, maili i spotkania, nawet nieregularne trzymają to wszystko „przy życiu”. Miłość na odległość jest jak najbardziej możliwa, ale potrzeba dużo wysiłku, zaangażowania i szczerej miłości z obu stron, bo jedna osoba tego nie udźwignie. Pozdrawiam. http://olamabloga24.blogspot.com/2016/03/byc-kobieta-za-co-lubie-wrecz-kocham.html

  • Maja Niesłuchowska

    Bardzo dobry wpis, wrócę do niego kiedyś.

  • Pingback: Subiektywnie o emigracji- czyli Polak na walizkach()