Mamo wyjeżdżam !

Miałam pracę, która nie była szczytem marzeń i były chwile, kiedy myślało się „oby do dziesiątego”. Tego stwierdzenia wyjaśniać nie trzeba. Większość z nas zna to z autopsji.

Powodem mojego wyjazdu za granicę nie były jednak pieniądze, a więc co ?- zapytacie. Wyjechałam za miłością, a praca miała być przy okazji, mój Myszon (tak nazywam ukochanego) był wystarczającym powodem do wyjazdu, chociaż szczerze był to kosmiczny spontan, znaliśmy się z myszonem cztery miesiące i oznajmił mi, że wyjeżdża. Padło pytanie, czy przylecisz do mnie? Nie wiele myśląc, zgodziłam się.
Rzuciłam pracę, zostawiłam dosłownie wszystko, aby zamieszkać z kimś, z kim byłam cztery miesiące.

Przyszedł czas na rozstanie z rodziną i przyjaciółmi to była dla mnie najcięższa chwila, nigdy wcześniej nie opuszczałam domu rodzinnego na tak długi czas.
Były łzy, pożegnania i życzenia powodzenia. Po roku jednak wróciłam, pewnie myślicie, że miłość się wypaliła, nic z tych rzeczy. Miłość trwa i ma się dobrze, ale o aspekcie związku przeczytacie TUTAJ.

 

Subiektywnie o emigracji

Wszystko ładnie i pięknie, przecież znajomi tyle opowiadali o bajkowym życiu za granicą, że nie ma się czego obawiać.
Poznawałam nowy świat każdego dnia, język nie był dla mnie ogromną barierą. Jednak na samym początku ciężko było mi prowadzić jakieś sensowne konwersacje z ludźmi. Rozmowa raczej wyglądała tak, że odpowiadałam co najwyżej jednym łamanym zdaniem. Bardzo mile zaskoczyła mnie mentalność tamtejszych ludzi, mam na myśli uprzejmość. Z początku było to dla mnie dziwne, że obcy ludzie mówią mi „hi how are U” czy „ Good morning, have a nice Day” jednak szybko przywykłam do tej uprzejmości i bardzo mi się to spodobało. Niestety pod tym względem czułam się lepiej niż w Polsce, bo u nas jest taka mentalność, że jak ktoś obcy się odezwie to pierwsza myśl żebrak, wariat albo ma jakiś problem.
Pamiętam bardzo miłą sytuację, kiedy starszy ode mnie człowiek zaoferował mi pomoc w taszczeniu zakupów (przeceniłam swoje siły) i po zakończonych zakupach okazało się, że drogę do domu, która normalnie zajmuje mi 3 minuty pokonam w godzinę a mój myszon był w pracy. Więc „radź se sama babo”. Moja reakcja sprowadziła się do wydukania „No, thank U„. Miły starszy mężczyzna nie wiele myśląc, podniósł moje ciężkie siatki i zaniósł pod same drzwi naszego mieszkania, jak się potem okazało, był naszym sąsiadem. Niestety mimo znacznej większości sympatycznych ludzi zdarzały się wyjątki.

Zaczęły się poszukiwania pracy

Co jak się okazało, wcale nie było łatwe, trafiały się jakieś sezonowe prace, ale przecież to nie szczyt marzeń, aby zbierać pieczarki.
Pewnego dnia trafiłam do gastronomii i myślałam, że w końcu to jest ta idealna praca, bo przecież lubię gotować. Zaraz, zaraz co mnie tak głowa boli? Twarde zderzenie z rzeczywistością i wszystko jasne.
Praca okazała się horrorem, nie tyle sama praca ile szef tyran, szybko przekonałam się o tym, jak traktują Polaków inne nacje (tyran był pół Arabem pół Włochem).
Harowałam jak wół na dwie zmiany za znakomicie kosmiczną kwotę pieniędzy 40 euro.

Doszło w końcu do tego, że miarka się przebrała. Dosyć miałam poniżania, rzucania talerzami czy naruszania moje przestrzeni osobistej, często wracałam z pracy ze łzami w oczach. Pewnego dnia moja cierpliwość dobiegła końca. Wykrzyczałam tyranowi, co o nim myślę, wzięłam ciężko zapracowaną tygodniówkę, trzasnęłam drzwiami i nigdy więcej nie wróciłam.
Mój myszon stwierdził, że sobie poradzimy i tak rok przesiedziałam bez pracy jako cudowna Pani domu.
Prawdą jest to, że za granicą może pracować jedna osoba i jest w stanie utrzymać swoją drugą połowę, mieszkanie itd. to niebywały plus, ale na realia to i tak nie zarabia się kokosów i kiedy pracuje jedna osoba, nie ma mowy o odłożeniu pieniędzy.

Tęsknota

Potworny ból rozdzierający serce, tego uczucia nie da się opisać.
Masz cudownego myszona, który Cię kocha i poniekąd jesteś najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, ale z drugiej strony brak rodziny i przyjaciół doprowadza do wewnętrznego rozdarcia. Fakt poznałam parę osób, z którymi do dziś utrzymuję kontakt, ale to wciąż były dobre koleżanki, a nie przyjaźnie od dziecka.
Bywały dni, że płakałam, ale to chyba normalne dla kogoś, kto po raz pierwszy wyjechał. Najgorszym okresem dla mnie był czas świąt Bożonarodzeniowych, pierwsze święta we dwójkę. Kochająca się para, taka mała rodzinka jednak czułam pustkę w sercu. Zabrakło mi bliskich. Nie jestem religijna, jednak przy dzieleniu się opłatkiem miałam ściśnięte gardło, czułam, że zaraz wybuchnę płaczem, ale na szczęście miałam przy swoim boku myszona, który jak zwykle w ciężkich chwilach potrafił ukoić moje rozdarte serce.

Nie samą miłością człowiek żyje

A pieniądze nie rosną na wierzbach.
Ciężko mi było nie pracować, bo jestem kobietą, która nie łasi się na pieniądze swojego faceta i woli zarabiać na swoje zachcianki. Przecież też chciałam dla myszona jak najlepiej, bo ciężko pracował, a nic nie mógł odłożyć.
Po roku bez pracowania nadeszła więc pora na poważną rozmowę z myszonem. Rozważyliśmy wszystkie za i przeciw i podjęłam decyzję, trochę egoistyczną trochę słuszną; wracam do Polski.

Witamy w Polsce

Wróciłam do kraju, znalazłam pracę. Jedyne czego mi brakuje, to mojego myszona u boku.
To nie jest tak, że emigracja jest do niczego i nic mi nie dała, bo bardzo dużo pozytywnych rzeczy z tego doświadczenia wyniosłam, poznałam inną kulturę, ludzi, zwiedziłam kilka miejsc, podszkoliłam swój angielski i nauczyłam się prawdziwego życia. Jak to jest być Panią domu, mieć wszystko na głowie (w pozytywnym znaczeniu) dbać o związek i go pielęgnować, nawet te negatywne rzeczy czegoś mnie nauczyły.

Teraz kiedy doświadczyłam tego na własnej skórze, powiem wam jedną bardzo ważną rzecz (możecie mnie zlinczować, cokolwiek chcecie) szacunek dla tych z was, którym się powiodło i żyjecie sobie dobrze za granicą, nie zazdroszczę, bo i niby dlaczego?
To, że komuś powiodło się lepiej niż mi, nie musi sprowadzać się do zazdrości.
Jednak gardzę, cholernie gardzę ludźmi, którzy twierdzą, że nie mają do czego wracać. To wypowiadane zdanie działa na mnie jak płachta na byka.
Naprawdę nie macie do czego wracać? Rodziny, przyjaciół? Czy pieniądze przesłoniły już wam tak światopogląd, że najchętniej wyrzeklibyście się Polski? (takie rzeczy też słyszałam) Pamiętajcie, gdziekolwiek jesteście za granicą, NIGDY nie będziecie u siebie ! Nie mam nic przeciwko emigracji, bo sama pewnie nie raz jeszcze wyjadę za pieniędzmi czy za czymkolwiek innym, ale nigdy, przenigdy nie powiem, że nie mam do czego wracać.

 

 


  • Ja chyba nie zdecydowałabym się na emigrację, jeżeli nie musiałabym. Jednak nie chciałabym się rozstawać ze wszystkim, co znane i bliskie. Życzę wytrwałości w związku na odległość, to bardzo odważna decyzja!

  • Kitty Kawaii

    Bawi mnie, jak ludzie mówią, że nie ma do czego wracać, a jednak wracają i narzekają na tamten „lepszy” według nich kraj. I po co tak głupio gadali?

    • pauline

      Wiesz czasem wydaje mi się, że „”hajs uderza do głowy”” i ludzie zatracają inne ważniejsze od pieniądza wartości.

  • To ja również subiektywnie o emigracji :). W Dublinie żyłem 8 lat. Uwielbiam Irlandię i nie mogę narzekać na nic. Plusy i minusy są wszędzie. Nie chciałam wracać. Tak się jednak złożyło że wróciłam i od 4 lat znów jestem w Polsce. Tęsknię za Irlandia tak jak wtedy tęsknią za Polska. Czy wyjechałabym ponownie? Tak. Człowiek taki jak ja zawsze już będzie stal w rozkroku między dwoma krajami . 🙂

    • pauline

      Nie obraź się ale nie mogę zorientować się czy jesteś kobietą czy mężczyzną bo raz używasz formy żeńskiej a raz męskiej. Widzisz Dublin to inna bajka, ja mieszkałam w Tullow.. aczkolwiek mimo wszystko nie zmieniam swoich spostrzeżeń , tak jak napisałam zapewne jeszcze nie raz gdzieś wyjadę. Zadam Ci osobiste pytanie, ponieważ napisałaś/eś , że od 4 lat już jesteś w PL czy uważasz, że jest tragicznie i nie dasz rady dalej tak żyć? chodzi mi oto, że duża część ludzi na emigracji zachowuje się tak jakby Polska to był zaścianek w którym się nie da żyć , owszem Pl nie dorównuje pod wieloma względami zagranicznym krajom ale czy na prawdę jest tu aż tak beznadziejnie? Ja akurat za Irl nie tęsknie ale nie ma co porównywać 8lat do jednego roku na emigracji. Pozdrawiam 🙂

  • Powiem Ci, że podjęłaś bardzo odważną decyzję z tym powrotem. Ja nie byłabym w stanie. A że mój ktoś akurat pracuje w PL i to ja wyjeżdżam, to dla mnie nie ma innej opcji, jak tylko wrócić wkrótce na stałe do Polski. Ale wydaje mi się, że ja na Twoim miejscu zostałabym po prostu tam, gdzie on jest – bo żadna inna znajomość, choćbym miała masę przyjaciół i fantastyczną rodzinę, nie byłaby mi w stanie wynagrodzić bycia daleko od niego. Dlatego podziwiam, bo dla mnie to, co zrobiłaś, jest dosłownie niewyobrażalne 🙂 Trzymam kciuki, żebyście jak najszybciej mogli być znowu przy sobie 🙂

    • pauline

      To prawda czasem się zastanawiam czy ta decyzja nie była zbyt egoistyczna, ale razem przemyśleliśmy za i przeciw. Miałam jeszcze parę spraw urzędowych do załatwienia w Pl i tak się stało, że ja zostałam a mój ktoś pracuje w irl. Na szczęście mam tą świadomość, że niedługo już będziemy przy sobie.

  • Maja

    Nie zazdroszczę Ci… Oczywiście rok doświadczenia w innym kraju to zawsze coś, ale tęsknota za Polską lub tęsknota za Bliskim Mężczyzną musi być straszna. Trzymaj się!

  • J

    Zawsze mi się wydawało, że mogłabym wyemigrować, tym bardziej z kimś bliskim. Ale tyle o sobie wiemy.. Wszystkiego dobrego! Powodzenia:)

  • Ja mieszkałam rok w UK- wyjazd również na spontanie. Powrotu nie planowałam, jakoś tak ułożyło się że krótka wizyta w PL się przedłużyła i trwa nadal. Ale nie powiem-ciągnie mnie do wyjazdu. Podziwiam że zdecydowałaś się na rozłąkę, ale widać łączy Was z Ktosiem coś wyjątkowego :).
    A czy sie zajmujesz tutaj w PL?:)

    • Ja również nie ukrywam, że ciągnie mnie za granicę. 🙂 . Oby nadal było wyjątkowe to , na pewno będzie z górki.
      Obecnie jestem nie zdolna do pracy , ze względu na kręgosłup w rozscypce 🙁 .
      A tak to po powrocie do Pl, szukałam czegoś na „szybko” i zostałam kanarem 🙂 najbardziej znienawidzony zawód świata wśród społeczeńatwa hihi 🙂

      • AAA!! Dziewczyna i to młodziutka kanarem?? No way! Szacun! Ja bym chyba bała się nienawiści społeczeństwa 😀
        Aj i bardzo niedobrze że ten kręgosłup w rozsypce :(. Co się stało i czy się leczysz?

        • Jak każda praca ma swoje plusy i minusy 😛 ale fakt, to nie jest praca dla każdego xd. A kręgosłup, uuu za długa historia by tak opowiadać. Tak w skrócie to wypadnięty dysk, przepuklina i torbiel Tarlova.

          • Osz w morde!! :(( Jak Ty się tak załatwiłaś??

          • 9 lat pracy fizycznej :P, nieodpowiednio prowadzone treningi na siłowni (przez pseudo trenera) . Generalnie nic innego , tylko już szykować trumnę hihih

          • O matko! Jaja bym urwała temu pseudo-trenerowi! Ale grunt to pozytywne nastawienie 😉 Zdrówka :*

          • to mój ” ex ” , haha też bym tak uczyniła 😛

          • Noo to tym bardziej!! 😀

          • Dziękuję, zdrówko się przyda 🙂

          • :*

  • Pingback: 12 niecodziennych - zrób dla siebie coś wyjątkowego()

  • Pingback: Arachnofobia - jak z nią walczyć? + darmowy poradnik do pobrania -()

Powiązane Posty

Lifestyle

Jak oszczędzić na remoncie pokoju? #z zakupoholiczki do sknery

Przygotowanie budżetu do remontu nie jednemu spędza sen z powiek. Często też, trzeba posilić się kredytem w przypadku remontu na większą skalę. Jednak są pewne sposoby, które pozwalają na zaoszczędzenie wydatków i obniżenie kosztów remontowych. Czytaj więcej…

Lifestyle

Jak odnowić stare meble? #DIY

Kiedy szykujemy się do zmiany wystroju naszego wnętrza, mamy dwie możliwości. Wyrzucić stare meble i zastąpić je nowymi prosto z salonu albo odnowić stare meble. Wybór zależy od naszego budżetu i od chęci do działania. Czytaj więcej…

Lifestyle

Jak urządzić mały pokój? – mieszkanie w bloku

Aranżacja wnętrz to ogromne pole do popisu dla naszej kreatywności i umiejętności. Urządzanie pomieszczeń może być przyjemnością, która po zakończonych pracach daje ogrom satysfakcji. Jeśli nie czujemy się na siłach, przeważnie korzystamy z usług doświadczonych Czytaj więcej…