Kiedyś przeczytałam bardzo mądry tekst, prawił on o autorytetach. Jedno ważne zdanie, które zapamiętałam brzmi: „Autorytet jest potrzebny, można się na nim wzorować, ale nigdy nie kopiować. Musimy pozostać sobą w tym, co robimy i w tym, do czego dążymy”. To prawda, wielu młodych ludzi ma autorytet, wzór do naśladowania. Jednak nie potrafi dostrzec różnicy między braniem przykładu, podziwianiem a kopiowaniem kogoś.

Znajdź swój autorytet, ale pozostań sobą

Ja znalazłam autorytet w rodzinie, w Mamie. Dla niektórych to może oczywiste, jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają taką możliwość. Nie wszyscy mogą powiedzieć, że są wdzięczni swojej rodzicielce bądź, że ją podziwiają. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które mogą powiedzieć „nienawidzę swojej starej, nie mam za co być wdzięczny”. Ja mam i jestem z tego dumna.

Z pustego Salomon nie naleje, ale Mama tak

Były kiedyś takie czasy, że było bardzo ciężko. Najbardziej zapadły mi w pamięć święta Bożego Narodzenia. Za dzieciaka większość z nas czekała tylko na „gwiazdora” i na prezenty pod choinką, takie są dzieci i mają do tego prawo. Pamiętam to, jak dzisiaj: „Słuchaj, Mamie jest przykro, ale w tym roku gwiazdor nie przyjdzie, bo Mama nie ma dużo pieniążków”. Nie płakałam, nie tupałam nogami. „Dobrze Mamusiu, nie chce prezentów. Wiem, że jest ciężko” Wiedziałam, że rodzicielka musi wybierać, zrobić wigilijną kolację, czy kupić prezenty. To było dla mnie oczywiste, że wolę zjeść niż na chwilę uśmiechnąć się pod choinką. Do czego zmierzam, dostałam wtedy prezent. Gumki do włosów, skarpetki i długopisy kolorowe (pachnące). I wiecie co, cieszyłam się z takiej drobnostki, bo wiedziałam w duchu, że Mama wydała swoje oszczędności, bym mogła mieć gwiazdkę, jak większość dzieciaków. Doceniam to, że chciała. Doceniam fakt, że przenosiła góry, żeby tylko jej dziecko miało normalne święta.

Moja stara mi mówiła..

Nie było łatwo, kiedy miałam 13 lat (ojciec zmarł) Mama została sama na placu boju. Miała na wychowaniu dwójkę dzieci mnie i młodszego niepełnosprawnego brata.
Wiek dojrzewania i okres buntu u nastolatki, nie raz przeze mnie płakała i przechodziła przez piekło. Bo gdzie była afera i problemy, tam też byłam ja. A to zbite okno w gimnazjum, a to kogoś poszarpałam, a to uprzykrzałam życie nauczycielowi. Istny diabeł nie dziecko. Ale wiecie co? Była wytrwała i uparta, nie walczyła ze mną, nie wyrzuciła z domu, nie karała. Po prostu rozmawiała, dla mnie najgorszą karą był widok jej łez na policzku. W pewnym momencie coś się we mnie zmieniło i kilka miesięcy po śmierci ojca bardzo szybko dojrzałam. Chciałam pomóc Mamie, wiedziałam, że jest jej ciężko. Zaczęłam zmianę od siebie, lekcja pokory, którą udzieliło mi życie, pchając mnie na wolontariat do hospicjum. Doceniam za wytrwałość i wewnętrzną siłę, że zrobiła wszystko, co mogła aby jej dziecko wyszło na ludzi.

Wiecie co, przypomniała mi się sytuacja z gimnazjum, kiedy pobiłam się z dziewczyną. Jej słowa pamiętam do dziś i na samo ich wspomnienie pięści same mi się zaciskają.
„Twój ojciec zdechł, twoja stara to kurwa a twój brat to debil” Wpadłam w szał, w amok dosłownie nie obchodziło mnie nic. Zbiegłam za nią ze schodów, rzuciłam się z pięściami i krzyczałam „zabije Cię szmato”. I wiecie co? Nauczyciel, widząc i słysząc tę sytuację, nie próbował nas rozdzielić. Dopiero kiedy naprawdę sytuacja zagrażała poważnymi uszkodzeniami ciała, wkroczył z interwencją. I wiecie co? Nie wieszajcie na pedagogu psów, dobrze zrobił. Należało się szmacie. Nikt nie będzie obrażał mojej rodziny. Dlatego jak słyszę „Moja stara” to mam ochotę wziąć i strzelić w łeb takiemu gówniarzowi.

Dlaczego Mama to mój autorytet w rodzinie?

Mogłabym wymieniać jeszcze bez końca milion sytuacji, ale przecież to nie pamiętnik o życiowych losach mojej rodzicielki.
Jak każdy człowiek czasem popełnia błędy, nie ma ludzi idealnych. Dla mnie niezmiennie pozostanie autorytetem do końca życia. Gdybym miała na głowie tyle, co moja Mama już dawno wylądowałabym w psychiatryku, albo strzeliła sobie w łeb. Życie ją bardzo doświadczyło, mimo to nigdy się nie poddała. Ma siłę taką, że najsilniejszy człowiek świata przegrałby z nią w walce w wytrzymałości. Nigdy się nie skarży i nie narzeka, chociaż czasem widzę smutek w jej oczach i zmęczenie wyrysowane na twarzy. Swoje dobro stawia na ostatnim miejscu (co akurat uważam, że jest złe), ale zawsze chce wszystkim pomagać i nie oczekuje niczego w zamian. Wykonuje najcięższą pracę  na świecie – jest Mamą.

Motywuje mnie każdego dnia swoją obecnością – Mama zawsze da radę.

 

 


Darmowy plakat dla Was do pobrania (kliknij na zdjęcie)

love live laugh

  • Magda

    aż się wzruszyłam